Jak co 12 miesięcy rok chyli się ku końcowi. Z jednej strony jest to czas świątecznej sielanki, lub dla niektórych świątecznego koszmaru. Z drugiej czas podsumowań. Przyznajcie się, pamiętacie swoje postanowienia noworoczne? Ile z nich zrealizowaliście? A ile już kompletnie straciło wartość?
Pewnie jak większość ludzi nie zrealizowaliście nawet połowy i być może powodem nie było Wasze lenistwo i brak motywacji, tylko dezaktualizacja celów. Dlatego ja w zeszłym roku nawet nie siliłam się na ich wymyślanie. Przecież przez jeden rok może się tyle zmienić, że sprawy, które zaprzątały nam głowę w zeszłe święta są dokładnie tyle samo warte co śnieg który wtedy padał (chociaż śnieg to ostatnio bardziej kojarzy mi się z wielkanocnym zajączkiem niż choinką). Pewnien mądry człowiek, ktory żył bardzo, bardzo dawno temu,w czasach kiedy pisało się rozprawy filozoficzne zamiast blogów - Heraklit powiedział, że wszystko płynie. Właśnie ten rok dał mi to wyraźnie do zrozumienia i dlatego nie będę go podsumowywać, mimo że był niezwykle ważny, bogaty w nowe doświadczenia, było dużo radości, przedmaturalnego stresu, mnóstwo pierwszych razów, niesamowitych przeżyć, ale też trochę smutku i problemów, zwłaszcza pod koniec. Nie będę go podsumowywać bo to nie ma znaczenia, przeszłość była, nie mam na nią wpływu, nie wejdziesz dwa razy do tej samej rzeki chodźbyś bardzo chciał, za każdym razem kiedy stykasz się z wodą wszystko jest już inne, inne cząsteczki wody, inna temperatura, inny skład chemiczny. Warunki są zmienne więc nawet wnioski, które wyciągasz z popełnianych błędów w przyszłości mogą się okazać bezużyteczne.
Nie chce żeby moje życie płynęło z roku na rok, z miesiąca na miesiąc czy z dnia na dzień, chce żeby stworzyło jedną piękną całość. Jeśli wyznaczę sobie cel teraz to nie będę czekać do 1 stycznia na jego realizacje, tylko rozpocznę teraz, bo to jedyny dobry moment.
Bardzo dużo rzeczy na mnie spadło w ostatnim czasie, dotarły do mnie informacje, które mnie przerosły, zrobiłam coś z czego nie jestem dumna i bałam się, że sobie nie poradzę, że się poddam tak jak kiedyś niejednokrotnie robiłam, ale przynajmniej uświadomiłam sobie co jest dla mnie naprawdę ważne i do czego chce dążyć. Wiem, że to będzie wymagało podjęcia trudnych decyzji i bardzo ciężkiej pracy, ale zrobię to, choćby po to żeby udowodnić sobie i całemu światu że potrafię.
Wam życzę dużo siły na nadchodzący rok, dążcie do tego co sprawia Wam radość, nie oglądajcie się na innych.
Nawet Krakowskie mury mogą powiedzieć coś mądrego.

Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawy i przemyślany post. Jednak ja zawsze wypisuję swoje pcele i postanowienia. Jestem z tego typu osób,że muszę mieć listę i sobie "odhaczać",wtedy wiem,że idę do przodu a nie cofam się ;)
OdpowiedzUsuńDziękuje za miłe słowa :). Też wolę mieć listę swoich celów, ale wychodzę z założenia, że jak już ją mam to nie ma sensu czekać z ich realizacją do 1 stycznia czy jakiegokolwiek innego dnia. Poza tym wydaje mi się, że efektywniejsze jest robienie planów na krótszy okres czasu niż rok, jakoś mi wtedy łatwiej nad nimi panować ;).
Usuń